Max Korzh, białoruski raper znany z antywojennych tekstów, wypełnił PGE Narodowy w Warszawie tłumem fanów, wywołując burzę emocji i policyjne interwencje. Koncert, który wyprzedał się błyskawicznie, przyciągnął tysiące słuchaczy z krajów wschodniej Europy, mieszając euforię z chaosem. Wydarzenie obnażyło napięcia geopolityczne, gdy muzyka zeszła na drugi plan wobec aktów wandalizmu i symboli budzących historyczne urazy
Stadion Narodowy wyprzedany w błyskawicznym tempie
Bilety na koncert Maxa Korzha na PGE Narodowym rozeszły się w pięć dni, co zaskoczyło nawet organizatorów. Wydarzenie zaplanowano na 9 sierpnia 2025 roku, a zainteresowanie okazało się ogromne – szacuje się, że na stadionie zebrało się blisko 70 tysięcy osób. Publiczność składała się głównie z młodych ludzi pochodzenia białoruskiego, ukraińskiego i rosyjskiego, w tym emigrantów mieszkających w Polsce oraz przyjezdnych z sąsiednich krajów. Wielu fanów podróżowało setki kilometrów, by usłyszeć hity takie jak „Żit w kajf” czy „Maliy povzroslel”, które rezonują z doświadczeniami pokolenia zmagającego się z codziennymi wyzwaniami i politycznymi zawirowaniami.
Max Korzh (Maksylian Korż), urodzony w 1988 roku w Luniniec na Białorusi, zyskał sławę dzięki viralowym nagraniom na VKontakte, a jego kariera eksplodowała po debiutanckim albumie „Żywotnyj Mir” w 2012 roku. Artysta, który rzucił studia dla muzyki, stał się głosem sprzeciwu wobec autorytarnych reżimów – w 2022 roku potępił inwazję Rosji na Ukrainę piosenką „Svoj Dom”, z refrenem „Praw ma ten, kto broni swego domu”. W Warszawie jego występ miał być świętem jedności, ale szybko przerodził się w coś zupełnie innego, podkreślając, jak muzyka może łączyć i dzielić jednocześnie.
Nieformalna impreza na Woli. Max Korzh, fani i interwencja policji
Dzień przed koncertem, 8 sierpnia 2025 roku, na ulicy Ordona na warszawskiej Woli zebrało się kilka tysięcy fanów Maxa Korzha. Spotkanie miało charakter spontaniczny – raper pojawił się wśród tłumu, co szybko przerodziło się w nieformalną imprezę z głośną muzyką, racami i tańcami. Mieszkańcy okolicy skarżyli się na hałas, a teren kolejowy przy ulicy zamienił się w tłum ludzi. Po zgromadzeniu zostało setki pustych butelek i góry śmieci, co wzbudziło zrozumiałe oburzenie lokalsów.
Policja interweniowała, wystawiając 25 mandatów głównie za zakłócanie porządku i zatrzymując sześć osób w związku z posiadaniem narkotyków. Zgromadzenie zablokowało ulicę, powodując chaos komunikacyjny, a funkcjonariusze musieli rozpędzać tłum, aby przywrócić przejezdność ulicy. Władze dzielnicy Wola zapowiedziały, że koszty sprzątania terenu zostaną przerzucone na odpowiedzialnych za wydarzenie, choć nie ustalono jeszcze, kto formalnie je zorganizował.

Burdy na PGE Narodowym. Przeskakiwanie barierek i bijatyki
Nazajutrz podczas koncertu na Narodowym sytuacja wymknęła się spod kontroli już na początku. Część fanów zaczęła przeskakiwać przez barierki oddzielające trybuny od płyty stadionu, szturmując dolną część areny. Nagrania z wydarzenia pokazują krzyki, bójki z ochroną i ogólny chaos, który zmusił policję do masowej interwencji. Stołeczni funkcjonariusze zatrzymali aż 109 osób – zarzuty dotyczyły zakłócania porządku publicznego, posiadania narkotyków oraz użycia pirotechniki, takiej jak race i petardy. Dzięki wysiłkom służb nie doszło do większej eskalacji, ale atmosfera gęstniała z minuty na minutę.
Operator PGE Narodowego wydał oświadczenie, podkreślając, że bezpieczeństwo było priorytetem, a incydenty wynikały z nieodpowiedniego zachowania części publiczności. Wiele osób na trybunach było pod wpływem alkoholu lub substancji odurzających, co potęgowało napięcie. Korzh kontynuował występ, apelując o pokój i dobre relacje między narodami, ale muzyka często ginęła pośród zamieszek.
To nie pierwszy raz, gdy koncerty Korzha przyciągają uwagę służb. Podobne sytuacje zdarzały się w przeszłości w Mińsku i Moskwie, gdzie tłumy fanów testowały służby porządkowe.
Kontrowersyjna symbolika. Flaga UPA i reakcje opinii publicznej
Największe oburzenie wzbudziła obecność czerwono-czarnej flagi UPA (Ukraińskiej Powstańczej Armii) wśród publiczności. Symbol ten, związany z organizacją odpowiedzialną za zbrodnie na Polakach podczas II wojny światowej, pojawił się na nagraniach z koncertu, co szybko rozniosło się po mediach społecznościowych. Ktoś wymachiwał flagą w tłumie, co spotkało się z ostrą krytyką – internauci pisali o propagowaniu totalitaryzmu i znieważaniu pamięci ofiar. Zawiadomienie w tej sprawie trafiło do prokuratury, która bada, czy doszło do naruszenia prawa, w tym artykułów 256 i 133 Kodeksu karnego.
Obecność wielu Ukraińców w wieku poborowym na koncercie wywołała dodatkowe dyskusje. Niektórzy politycy i media kwestionowali, dlaczego unikają oni służby wojskowej w ojczyźnie, podczas gdy w Polsce cieszą się rozrywką. Korzh, sam krytykujący wojnę, apelował ze sceny o humanitaryzm i pojednanie, ale incydent z flagą podzielił fanów. Jedni widzieli w tym prowokację, inni – wyraz solidarności z Ukrainą. To wydarzenie podkreśliło, jak koncerty gwiazd ze Wschodu stają się areną szerszych napięć, gdzie historia miesza się z teraźniejszością.
Echo zdarzeń w mediach i wśród mieszkańców
Po koncercie Warszawa huczała od komentarzy – media relacjonowały burdy jako skandal, a mieszkańcy Woli narzekali na pozostałości po nieformalnym spotkaniu. Policja wydała komunikat, chwaląc swoje działania za zapobieżenie większemu chaosowi, choć liczba zatrzymań świadczy o skali problemu. Max Korzh nie skomentował incydentów bezpośrednio, skupiając się na podziękowaniach dla fanów w mediach społecznościowych. Jego popularność w Polsce, dotąd ograniczona do społeczności wschodnich, może po tym wydarzeniu zyskać szerszy rozgłos, choć niekoniecznie pozytywny. Koncert, który miał być triumfem muzyki, wywołał kontrowersje.
Max Korzh + zdjęcia: (c) MojaWarszawa.top / GR
Zobacz też:
> Kąpieliska w Warszawie
> Ciekawe wydarzenia w Warszawie